SEARCH

sobota, 29 grudnia 2018

TORBIEL KRWOTOCZNA JAJNIKA - moja historia

Hej hej!
Pamiętacie post, w którym omawiałam Wam co się działo z moim organizmem pod wpływem stresu? W pewnym momencie pisałam Wam o moich około miesiączkowych objawach i o tym, że lekarka dla pewności wysłała mnie na USG, ale uspokajając, że nie powinno w nim wyjść nic niepokojącego, ponieważ ona w badaniu nic nie czuje. Jeśli nie znacie tego posta lub chcecie sobie przypomnieć, to link macie tutaj. Na to badanie (USG) miałam wybrać się zaraz po miesiączce, żeby obraz był lepszy. Niestety wypadało to w okresie przedświątecznym, więc stwierdziłam, że poczekam do następnego miesiąca. Niestety, ale sytuacja zmusiła mnie do dwóch badań USG, co drugi dzień, które pokazały dwie zupełnie inne rzeczy. 



Wszystko zaczęło się od czwartku, w zeszłym tygodniu. Sytuację opisywałam tutaj, więc nie chcę ponownie o tym pisać i dokładać Wam treści do czytania. Ale w skrócie wyglądało to tak, że w czwartek zaczął bardzo boleć mnie brzuch po lewej stronie, w okolicach nerki. Po dotarciu na przystanek w mieście, gdzie chodzę do szkoły, zaczęłam wymiotować. Wróciłam do domu, pojechałam do lekarza rodzinnego, który stwierdził grypę żołądkową, ale na ból dał mi zastrzyk  z No Spy. Następnego dnia było to samo, ale tym razem trafiłam na SOR. Tam lekarz tylko mnie ,,po dotykał'', nie zrobił żadnych dokładniejszych badań, stwierdził zastój treści jelitowej i przepisał Laktulozę oraz po moich prośbach zlecił pielęgniarce zrobienie mi zastrzyku z No Spy. Teraz przejdźmy do właściwej historii. 

Przez kolejne trzy dni miałam spokój. We wtorek znowu zaczęłam zwijać się z bólu i wymiotować. Tata ponownie zawiózł mnie na SOR, ale tym razem lekarz rodzinny, do którego najpierw trafiłam, skierował mnie na dalszą konsultację. Trafiłam na młodą lekarkę, która po wysłuchaniu historii stwierdziła kolkę nerkową. Zleciła morfologię, badania moczu, podpięła pod kroplówkę, a później zrobiła USG. Na tym ostatnim badaniu wyszły złogi w lewej nerce, czyli piasek lub kamica. Ona stwierdziła, że to nie jest typowy kamień. Z lekami przeciwbólowymi i antybiotykiem puściła mnie do domu. 

Następnego dnia znowu dopadły mnie wymioty. Co zjadłam, wypiłam, łącznie z tabletkami, zwymiotowałam. Dlatego kolejny raz tata zawiózł mnie na SOR. Tam powtórzyła się sytuacja z piątku, czyli zero badań, lekarz stwierdził, że to przez leki przeciwbólowe, ponieważ jest tam substancja, która osobom starszym nic nie robi, a młodzi ludzie po niej wymiotują. Ale dla pewności dał mi karteczkę, żeby następnego dnia zgłosić się do urologa. Wspomnę Wam, że moja mama dla pewności zapakowała mi rzeczy do torby, gdyby postanowili zostawić mnie na obserwacji. 

Zgłosiłam się. Chociaż objawy przeszły, nerka aż tak bardzo nie bolała, to dla pewności zgłosiłam się do specjalisty (wzięłam również torbę z rzeczami). Żeby się do niego dostać miałam drobne problemy, ponieważ dzień wcześniej lekarz powiedział, że mam zgłosić się przez rejestrację na SORze, a tam powiedzieli, że mam od razu udać się na oddział. Na oddziale powiedzieli, że bez karty informacyjnej historii choroby nie mogą  mnie przyjąć, więc znowu wróciłam na SOR, gdzie dali mi tą kartę i z ratownikiem medycznym poszłam na oddział. Tam urolog zrobił mi USG, stwierdził, że coś się z tą nerką dzieje, ale... . No właśnie, ale. Ale poważniejszym problemem jest torbiel na lewym jajniku. Wróciłam na SOR, gdzie wysłali mnie pod gabinet konsultacyjny. Tam sobie poczekałam z jakieś dwie godzinki, mój tata zdążył wrócić do domu i zabrać torbę, ponieważ spieszyło mu się do pracy i uznaliśmy, że jeśli miałabym zostać  to mama później dowiezie mi rzeczy. Lekarka, tym razem inna (chirurg dziecięcy, ta poprzednia nie wiem jaką miała specjalizację, ponieważ na pieczątce jest tylko imię i nazwisko). Zrobiła mi morfologię, CRP, badania moczu, RTG i USG [ale tym razem na oddziale diagnostycznym (nie wiem jak to nazwać, ale chodzi o to, że nie na SORze jak miałam poprzednią, ale tym razem przez kogoś hm.. bardziej wykwalifikowanego w tym temacie, ponieważ później stwierdziła, że moja pierwsza lekarka nie ma tyle kompetencji, by dobrze przeprowadzić USG)] . Skonsultowaną mnie z ginekologiem, który potwierdził torbiel i zalecił obserwację przez trzy miesiące. 

Podsumowując:
Na ostatnim wypisie mam stwierdzone: kolkę nerkową, zapalenie dróg moczowych, torbiel krwotoczną lewego jajnika. I niestety, o tą torbiel się wszystkim najbardziej rozchodzi. Wiem, że żeby najpierw podjąć jakieś działania, to muszę mieć zdrowy organizm, a nie stan zapalny (CRP przewyższa normę o ponad 3 razy, leukocyty też są powiększone). Kilka osób w mojej rodzinie mówi o zmianie lekarza, pójścia gdzieś prywatnie, ale kurde...! Jaki jest sens wydawać 200 czy 300 złotych w tym momencie, żeby usłyszeć to samo?  Jeśli wyleczę stan zapalny i moją nerkę, to wtedy pomyślę nad prywatną wizytą u lekarza. Zastanawiam się tylko, czy nie pójść w stronę innego szpitala, gdzie wszyscy w mojej rodzinie decydowali się na operacje, czy to migdałków czy guza mózgu. Pomijając fakt, że szpital, do którego ja jeździłam nie ma dobrej opinii, dużo ludzi woli jechać 40 km dalej. 
Jeśli chodzi o samą torbiel i operację, to orientowałam się w tym temacie (poradnikzdrowie, mamaginekolog) i prawdą jest to, że ta torbiel bardzo często wchłania się (co dla wielu jest dziwne, że jak takie coś może ot tak się wchłonąć), nie wymaga operacji ( z czym nie do końca zgadza się moja rodzina), a lekarze niechętnie operują młode dziewczyny, które nie rodziły. Nie wiem czy to ma znaczenie, ale torbiel wykryto u mnie w okresie około owulacyjnym (dzień, dwa po planowanej dacie owulacji), co może mieć wpływ na tą torbiel, jeśli popatrzy się na to, jak wygląda proces powstawania torbieli. Podejrzewam, że u mnie zaczęło się to w wakacje, ponieważ wtedy moja miesiączka zmieniła się. Stała się bardziej bolesna, wydłużyła się do siedmiu dni, w okolicach czwartego dnia praktycznie nie mam krwawienia, a następne trzy dni mam normalnie. 
Obecnie czuję się dobrze, praktycznie nie są potrzebne mi leki przeciwbólowe, raz zdarzyło mi się, że wzięłam No Spę Forte, czuję, że z nerką już jest lepiej, ale i tak mam zapisać się do poradni urologicznej dla pewności. 

Dziewczyny!
Obserwujcie swój organizm! Z każdą niepokojącą rzeczą idźcie do lekarza! Badajcie się, nie odkładajcie takich rzeczy na później!

Prosiłabym Was o udostępnianie tego postu. Chcę, żeby trafił on do jak największej liczby dziewczyn, ponieważ torbiele, endometrioza czy PCOS są coraz częstszym problemem. 
MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM NA MOJE SOCIAL MEDIA!

9 komentarzy:

  1. To prawda, nie można lekceważyć swojego zdrowia. Życzę dużo zdrowia!

    Pozdrawiam, nataa-natkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze życzę szybkiego powrotu do zdrowia :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem załamana polską służbą zdrowia. Przecież to jakaś porażka z takim odsyłaniem Cię do domu. Trzymaj się i zdrowiej, na badaniach byłam 2 dni temu, ale wszystko w porządku. Jak już wyleczysz te zapalenie to podjedź te 40 km dalej. Na zdrowi nie można oszczędzać ani czasu, ani pieniędzy!

    http://sar-shy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że jednak doszli do tego co Ci dolega. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!
    Zawsze warto obserwować swój organizm i robić regularne badania.
    Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja znajoma też miała torbiel, na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia! Masz rację, warto zadbać o swój organizm. Trzymam mocno kciuki aby wszystko było dobrze!
    Pozdrawiam ciepło ♡
    Ayuna

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja staram się badać regularnie ale wiem żę są kobiety któe wogóle tego nie robią i potem jest już za późno :(
    Zdrówka Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana Twoja historia mną wstrząsnęła! Niestety lekarze popadają w rutynę, mogłam to zaobserwować na praktykach w szpitalu (jako psycholog). Podejście lekarzy jest naprawdę niepokojące. To jak informują pacjentów o stanie zdrowia pozostawia wiele do rzeczenia. Rzucają nazwami, parametrami i ilościami, przerażony pacjent nie ma pojęcia o co chodzi i zawsze widzi czarny scenariusz, z emocji nawet nie pyta. Później przy wizycie psychologa to właśnie on wyjaśnia co się dzieje z pacjentem, jakie leki bierze, dlaczego, na co, ale też co oznacza "wyrok" który lekarz wyrecytował niczym z książki. Bagatelizowany jest człowiek jako całość, liczą się parametry, objawy. A w Twoim przypadku nawet to się nie liczyło... Zbagatelizowano nawet to. To niezwykle przykre. Życzę Ci dużo siły i zdrowia :* samych pomyślności w 2019 :) Obserwuję i pozdrawiam cieplutko!

    Ps. miałam jakiś dziwny problem z dodaniem komentarza, niby dodało komentarz a go nie ma. Dodaję jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku, współczuję bardzo, szkoda, że większość lekarzy nie zwraca większej uwagi na pacjenta, mimo, że to jego obowiązek :( Dobrze, że jednak wykryli w końcu co Ci jest!
    Życzę bardzo dużo zdrówka!!

    http://abonentpozazasiegiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana po pierwsze szybkiego powrotu do zdrowia. Jak przekonujemy się kolejny raz nasza służba zdrowia nie zawsze jest dobrze wykwalifikowana i nie ma pojęcia o takich podstawowych rzeczach jak badania i tak dalej...Na przykład mojej koleżance zniszczyli żołądek od leków, które zostały źle dobrane i do końca życia musi mieć specyficzną dietę i łykać większą ilość tabletek. Ale dobrze że po paru dniach u ciebie zdiagnozowali co dokładnie ci dolega. I strasznie C współczuje, że zdarzyło ci się to akurat w okresie świątecznym. Dziękuje za to że podzieliłaś się z nami twoją historią. Trzeba uświadamiać inne dziewczyny by nie czekały i się badały!


    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń

♦ Nie wchodzę w linki, przy których pisze tylko ,,super post'', więc nie wysilaj się komentarzem.
♦ Nominacje do TAGów, LBA, posty gościnne itp. mile widziane(więcej w zakładce Contact/Cooperation)
♦ Kom/kom, obs/obs -->; trafiasz do spamu
♦ Na komentarze odpowiadam pod postem, pod którym zostały napisane

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia