SEARCH

wtorek, 11 sierpnia 2020

CO SPRAWDZIŁO A CO NIE SPRAWDZIŁO MI SIĘ NA STUDIACH ?

Hej hej!
W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić Wam rzeczy z zeszłorocznego Back to School, które mi się sprawdziły oraz te, które się nie sprawdziły. Pamiętajcie, że wszystko zależy od uczelni i wymagań prowadzących. Dla jednych lepszym rozwiązaniem będą notatki papierowe,  a inni wolą notować wszystko na komputerze i nie wykorzystają ani jednej kartki papieru. 

Na mojej poprzedniej uczelni używałam zeszytów, segregatorów, a pod koniec pierwszego semestru laptopa do jednego przedmiotu, ponieważ tam było łatwiej mi zrobić wykresy. Moja druga uczelnia korzysta z metod kształcenia na odległość, więc zjazdy miałabym  nieregularnie, czasami jeden dzień w miesiącu, a czasem kilka dni. Pisząc z koleżanką z grupy dowiedziałam się, że i tak wszystkie materiały z zajęć zostają nam udostępniane i tak naprawdę sporadycznie można używać kartki na notatki. 


CO MI SIĘ SPRAWDZIŁO ? 

 - segregatory - z mniejszych korzystałam na studiach do pojedynczych przedmiotów, na bieżąco, większych używałam do wszystkich notatek ze studiów, a największego do notatek z pierwszego semestru studiów. Nawet jeśli nie będziecie używać segregatorów na studiach to przydadzą się Wam do innych rzeczy, np. dokumentów czy pojedynczych notatek.

- zakreślacze i cienkopisy - jest to rzecz, z której korzystają nie tylko studenci i uczniowie. Zakreślaczy używam częściej niż cienkopisów, ponieważ można użyć ich również przy notatkach drukowanych. Cienkopisów używam najczęściej w kalendarzu oraz przy nauce języków, w szczególności w wakacje.

- zeszyty do kilku przedmiotów - sprawdziły mi się na pierwszej uczelni, kiedy były mi potrzebne. Większość przedmiotów na mojej pierwszej uczelni trwało tylko semestr, więc nie było sensu kupowania osobnych zeszytów do każdego przedmiotu, gdzie nie zapełni się ich nawet w połowie. Dodatkowym plusem jest to, że w torebce czy plecaku mamy tylko jeden zeszyt, a nie kilka.



CO MI SIĘ NIE SPRAWDZIŁO ? 

Tak naprawdę jedyne co mi się nie sprawdziło, to zbyt duża ilość wkładów do segregatorów i zeszytów. Spokojnie mogłabym kupić jedno opakowanie wkładów i jeden zeszyt. W zeszłym roku na zakupach zaszalałam z ilością wkładów do segregatorów i zeszytów, które kupiłam. Pakując rzeczy do koszyka, ciągle miałam w głowie myśl: za mało  i pakowałam więcej, przez co teraz zalega mi stos kartek do segregatorów i dwa zeszyty do kilku przedmiotów. Aktualnie studiuję w trybie online (nie tylko podczas pandemii), więc zeszyty przydają mi się w niewielu przedmiotach, ponieważ wszystkie materiały mamy udostępniane. Tak naprawdę notatki robię tylko z prezentacji i to głównie na komputerze.  

sobota, 13 czerwca 2020

PORÓWNANIE UCZELNI PUBLICZNEJ I PRYWATNEJ

Hej hej!
  W związku z Waszymi chęciami wyrażonymi pod tym postem, przychodzę do Was z porównaniem uczelni prywatnej i publicznej. Ja od października 2019 do marca 2020 studiowałam na publicznej uczelni, zaocznie, a od końca kwietnia 2020 - na wydziale zamiejscowym prywatnej uczelni, też w trybie zaocznym. Przedstawię Wam zasadnicze różnice takie jak ceny czy podejście do studentów. Jednak w przypadku mojego czesnego, musicie brać pod uwagę, że ja uczelnie zmieniłam w połowie drugiego semestru na podstawie różnic programowych, więc ja czesne mam ustalane indywidualnie (za przedmioty których nie miałam muszę dopłacić, a za te które miałam i mam przepisane - mam odjęte z czesnego). 


1. OPŁATY ZA STUDIA 

  Za rekrutację na pierwszej uczelni (publicznej) płaciłam tak jak na innych, na które rekrutowałam, czyli 80 zł (niektóre uczelnie liczą sobie 80zł/kierunek, a inne 80 zł niezależnie od ilości kierunków). Na mojej obecnej uczelni (prywatnej) kwota ta wynosiła 200 zł, które doliczyli mi do czesnego.  Opłata za legitymację była wszędzie taka sama, czyli 22 złote. 
  Jeśli chodzi o czesne, to na mojej pierwszej uczelni było to 2950 złotych za semestr. Kwota ta była stała przez wszystkie semestry licencjatu (który na tamtej uczelni trwał 3,5 roku). Na mojej nowej uczelni jest to 2075  złotych za semestr. 


2. PODEJŚCIE DO STUDENTÓW / EFEKTY NAUCZANIA

  Moja pierwsza uczelnia to była jakaś kpina. Zarządzania uczyła nas (wiecznie spóźniona) pani przewodnik, na matematyce która zamiast czterech godzin trwała niecałą godzinę (czyli tyle, ile dojeżdżaliśmy, bo każdy z nas dojeżdżał kilkadziesiąt kilometrów) ciągle poprawialiśmy nauczyciela. To tylko niewiele przykładów tego, co mnie skłoniło do zmiany uczelni. 
   W ofercie mojej drugiej uczelni napisane jest, że wykładowcy są praktykami, czyli zajmują się tym, o czym nas uczą. Podchodziłam do tego sceptycznie, jednak jest to prawda. Najlepszym przykładem jest informatyka - na poprzedniej uczelni bawiliśmy się tekstem w Wordzie i tabelkami w Excelu, a na nowej uczelni pracujemy na programach wykorzystywanych przez firmy głównie produkcyjne, więc są to zajęcia, z których wiedza przyda nam się w przyszłości i możemy wyróżnić się na tle innych kandydatów znajomością tych programów. Dużo wykładowców jest autorami książek w danym temacie, a nie jest z przypadku, a takie wrażenie odniosłam na poprzedniej uczelni, gdzie na co drugich zajęciach od wykładowcy słyszeliśmy na co dzień nie zajmuję się tym tematem, ale poproszono mnie bym prowadził zajęcia


3. PRZEDMIOTY

  W pierwszym semestrze na pierwszej uczelni były to: mikroekonomia, matematyka (która nietrwała nawet godziny), podstawy zarządzania (tylko jedne zajęcia mieliśmy na temat), logika i informatyka. W drugim semestrze przedmiotami, które mieliśmy były: podstawy zarządzania, statystyka opisowa, filozofia i prawo własności intelektualnej. 
  Na nowej uczelni jest ich zdecydowanie więcej. Niektóre przedmioty mogłyby być jednym wspólnym, tak jak np. użytkowanie baz danych i systemy informatyczne. Są to dwa osobne przedmioty, prowadzone przez dwóch wykładowców, ale zajmujące się podobną tematyką. Na zdjęciu poniżej macie rozpiskę przedmiotów na pierwszym roku: 



4. SPECJALNOŚCI

  Na mojej pierwszej uczelni do wyboru były trzy specjalności: firma, administracja i logistyka. Na mojej obecnej uczelni są 2 specjalizacje: firma i zasoby ludzkie. Jednak w obrębie zarządzania firmą są dostępne przedmioty do wyboru związane z m.in. logistyką, nieruchomościami, produkcją,  gospodarką przestrzenną, wodną, więc samemu można sobie wybrać w jakim kierunku chcemy iść. 

  Nad prywatnymi uczelniami krążą mity, że są dla bogatych lub dla osób, którym nie chciało i nie chce się uczyć. Pewnie to zależy od uczelni. Na przykład jednym z bodźców, które skłoniły mnie do zmiany uczelni była wysokość czesnego (które z ciekawości sprawdziłam) na Collegium Civitas w Warszawie, które jest niewiele wyższe niż na mojej poprzedniej uczelni. Wiadomo, znajdą się uczelnie, gdzie czesne za semestr wynosi tyle ile ja płacę za rok. Wszystko zależy od uczelni. Pod moim postem o studiach wspomaganych przez Internet dostałam komentarz, że takie studia mnie niczego nie nauczą. Ja widzę różnicę na plus w porównaniu do mojej poprzedniej uczelni. 

MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:
DDOB 
 Sklep DDOB, którego jestem ambasadorką - zapraszam do przejrzenia oferty
Rabat -15% z kodem: SuzaneKate

czwartek, 11 czerwca 2020

JAK NAPRAWDĘ WYGLĄDA KWARANTANNA?

Hej hej!
  Mity na temat koronawirusa pojawiają się jak grzyby po deszczu, w szczególności u nas, na Śląsku. I szczerze mówiąc, sama w nie wierzyłam, do czasu aż sama nie zachorowałam. Teraz teksty w stylu na prywatnych kopalniach nie ma zachorowań, a na publicznych są sfałszowane wyniki są krzywdzące. W poście chciałabym Wam przedstawić perspektywę osoby chorej i wytłumaczyć dlaczego jest tak dużo zachorowań. 
  Wszystko zaczęło się we wtorek, 26 maja, kiedy to obudziłam się po nocnej zmianie z katarem. Pomyślałam, że to może od klimatyzacji w pracy, ale tego samego dnia tata miał prawie 38 stopni gorączki. Dlatego od razu z mamą zadzwoniłyśmy do pracodawców i wzięłyśmy wolne, tak na wszelki wypadek. W czwartek z mamą zrobiłyśmy testy IgG i IgM, które wyszły negatywnie. Następnego dnia mój tata pojechał na testy i dowiedział się, że przy dobrej odporności, nawet jeśli ktoś ma wirusa, to wynik i tak będzie negatywny. W tym samym czasie mój tata stracił węch, smak. W poniedziałek moja mama zadzwoniła do lekarza rodzinnego, żeby dał im chorobowe (mi ze względu na to, że pracuję na umowę zlecenie, nie przysługuje). Pani doktor zgłosiła ich do sanepidu jako osoby z podejrzeniem wirusa. W środę dostaliśmy SMS, że mamy zgłosić się do szpitala na wymazy. Wyniki miały być w piątek, jednak już następnego dnia dostaliśmy telefon, że ja, mama i tata mamy wirusa. Tego samego dnia dostaliśmy telefon z sanepidu, żeby podać dane innych domowników,  z opieki społecznej czy mamy osobę, która będzie robić nam zakupy. Oczywiście pozytywne wyniki testów trzeba zgłosić pracodawcy, by podjął odpowiednie kroki. 
  O tym jak wygląda kwarantanna, a właściwie izolacja wiedzieliśmy od znajomych i rodziny, która przez to przechodziła. Niestety, ale to, co było nazywane narodową kwarantanną, czyli sytuacja, gdzie były pozamykane galerie, restauracje, parki to nic w porównaniu do kwarantanny osób, które albo wróciły z zagranicy albo mają potwierdzonego wirusa. Kontrole policji, aplikacja, w której kilka razy dziennie o losowych porach trzeba robić sobie selfie (jeśli ktoś ma telefon niezgodny z wersją aplikacji, trzeba to zgłosić do sanepidu). 
  Oprócz osób z objawami (które nie u wszystkich są oczywiste) również badani są pozostali domownicy. Dla nich przyjeżdża wymazobus, na który się czeka i nie dostaje się określonej daty przyjazdu. Podobno do niektórych dzwonią, że przyjadą. 

  Jakie mieliśmy objawy? 

  Oprócz kataru i kaszlu, czyli objawów zwykłego przeziębienia, po kilku dniach ja i tata straciliśmy smak i węch. U taty przez jeden dzień wystąpiła gorączka i ból pleców. I znając życie pewnie dużo ludzi, którzy mają takie objawy, funkcjonują dalej. Myślą sobie: a pewnie gdzieś mnie przewiało; tylko jeden dzień, mi nic nie jest. Albo ktoś mając z tyłu głowy myśl, że może być chory, idzie z premedytacją do pracy, bo musi.
  Jednak to, że my przeszliśmy wirusa łagodnie, nie znaczy, że każdy będzie miał to szczęście. 


MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

wtorek, 9 czerwca 2020

STUDIA NIESTACJONARNE WSPIERANE PRZEZ INTERNET

Hej hej!
  W dzisiejszym poście mam dla Was temat, który dla mnie był nowością i z którym zetknęłam się nagle, bez uprzedzenia. :) Mianowicie dzisiaj będzie o studiach zaocznych, w których część przedmiotów prowadzona jest w systemie online. Z czym to się je, jakie to ma swoje plusy i minusy oraz jak się w tym nie zgubić. Nawet jeśli nie rozważacie takich studiów, to myślę, że warto poznać nowe opcje studiowania, chociaż w obecnej sytuacji każdy ma chociaż trochę namiastki studiów online. 
  Kiedyś słyszałam o studiach online chyba od jakiegoś nauczyciela, który miał wśród znajomych osobę, która niby studiowała za granicą, a tak naprawdę cały czas była w domu rodzinnym. Fajna opcja, jeśli ktoś nie potrzebuje kontaktu z ludźmi lub nie może pozwolić sobie na dojazdy lub wyprowadzkę. A jak to wygląda u mnie, czyli w sytuacji, gdy część zajęć odbywa się na uczelni w weekendy, a część przez Internet? 
   Na początku (czyli w dobie pandemii, w połowie drugiego semestru) był chaos. Nie wiedziałam kiedy brać wolne w pracy, żeby być na zajęciach, czy faktycznie te zajęcia będą wyglądały tak, że wykładowca wyśle film lub będzie to konferencja na żywo i obecność będzie obowiązkowa, czy może dostaniemy tylko materiały do opracowania w jakimś czasie. Na początku, z platformy pobrałam sobie materiały ze wszystkich dostępnych przedmiotów. Było z tym trochę zamieszania, ponieważ ja studiuję na wydziale zamiejscowym, a w panelu przedmiotów wyświetlały mi się również przedmioty z głównej uczelni, gdzie prowadzący są inni oraz na maila dostawałam powiadomienia o aktywności na forach dla tych przedmiotów. Dlatego, żeby ułatwić Wam orientację w tej tematyce, post podzielę na podpunkty, które będę opisywać. Przypomnę tylko, że ja studiuję zaocznie, na prywatnej uczelni, wcześniej studiowałam na publicznej uczelni, również w trybie zaocznym (jeśli chcecie porównanie dajcie znać). 



1.  PLAN ZAJĘĆ

  Na mojej uczelni nie ma konkretnie podanych dat zajęć online. Do wglądu mam tylko plan zajęć na uczelni (które nie odbywają się regularnie. W jednym miesiącu są to dwa weekendy, a w kolejnym już tylko jeden dzień). W międzyczasie odbywają się zajęcia online. Sytuacja ta nie przeszkadza osobom, które pracują w tygodniu, a weekendy mają wolne, jednak ja musiałabym brać wolne w każdy weekend, a przy moim systemie pracy, to mi się po prostu nie opłaca. 
  Kolejną kwestią jest to, że każdy zjazd ma inny plan, ponieważ część zajęć jest realizowana zarówno na uczelni, jak i online, dlatego np. j. angielski w drugim semestrze mam tylko raz, a informatykę 2 razy. W drugim semestrze mam tylko 7 dni zajęć (w klasycznym trybie tych dni byłoby około 7-9 zjazdów czyli 21-27 dni). 
  Do dyspozycji mamy również kalendarz, który zawiera daty oddawania prac, egzaminów z danych przedmiotów. Kalendarz możemy zapisać bezpośrednio na komputerze (opcja eksportu). 




2. ZAJĘCIA 

  W większości przypadków wykładowcy udostępniali nam materiały, a następnie w dzień, kiedy miały odbyć się zajęcia, na forum była prowadzona dyskusja, ale częściej zdarzało się tak, że do określonego momentu mieliśmy wysłać zadania lub rozwiązać test. Na jednym przedmiocie mieliśmy udostępnione webinarium, gdzie zajęcia odbywały się na żywo. 



3. ZALICZENIA

  Dla przedmiotów, które zazwyczaj odbywają się online, platforma jest specjalnie przystosowana poprzez opcję testów. Po każdym zadaniu macie informację czy wykonaliście zadanie dobrze czy źle (jest również opcja powtórzenia ćwiczenia, jednak kolejność odpowiedzi zmienia się). Zaliczenie przedmiotów, które odbywają się jako laboratoria, w karcie przedmiotu jest możliwość dodania zadania jako pliku z Excela, Worda czy innych programów. 



4. DLA KOGO JEST TAKA FORMA?

  Pytanie jest ciężkie, ponieważ jak każde studia, ten tryb wymaga dyspozycyjności. Tak jak pisałam Wam we wstępie - nie mamy konkretnie podanych terminów zajęć online. Termin jest proponowany na kilka dni przed na forum przedmiotu, ale to za późno, żeby wziąć wolne w pracy. 
  Może ten tryb jest dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na częste dojazdy, a ich wymarzony kierunek jest na nielicznych uczelniach? 



5. PLUSY I MINUSY 

 Na pewno plusem jest to, że oszczędzamy czas i pieniądze na dojazdy, które nie są tak częste jak w normalnym trybie. Jednak minusem jest to, że (przynajmniej na mojej uczelni) nie mamy podanych konkretnych terminów zajęć online, więc dla osób, które pracują również w weekendy jest to problematyczne. Dla mnie minusem jest również częstotliwość zajęć na uczelni. Zjazdy co dwa tygodnie na poprzedniej uczelni dla mnie były za rzadko, a obecnie zamiast np. 8 zjazdów mam tylko 8 dni w semestrze. Czasami są to trzy dni od poniedziałku do piątku, czasem tylko dwa dni, a czasem jeden dzień na miesiąc. 

Chętnie poznam Wasze opinie na temat studiów on-line, jak Wasze uczelnie dają sobie radę z nagłą zmianą trybu? 


MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.

ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

Instagram

Studygram

DDOB 


wtorek, 19 maja 2020

DOCENIAJMY TO, CO MAMY

Hej hej!
 W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe... Od masowych zwolnień w wielkich koncernach, by zmniejszyć wydatki, do przebierania w CV potencjalnych pracowników. Każdy na coś narzeka - na pracę, kolejki, maseczki, rękawiczki i na całą sytuację. Jednak każdy z nas coś stracił. Jedni tylko możliwość wyjazdu na wakacje, drudzy - pracę i źródło dochodu. Nierzadko zdarza się że małżeństwa, rodzina pracuje w jednej firmie lub pracują razem za granicą. Jesteśmy odcięci od rodziny, znajomych (chociaż i tak niektórzy to bagatelizują i spotykają się ze znajomymi), denerwujemy się kiedy ktoś narusza panujące zasady. Często, na co dzień, w normalnych warunkach, gdy możemy wychodzić gdzie, kiedy i z kim chcemy, nie doceniamy tego, że mamy taką możliwość. Nie doceniamy,  że możemy pójść do parku, na spacer, do kina, do galerii. Dotychczas to było dla nas normalne i naturalne. Chcieliśmy zjeść ciastko, którego akurat nie było u nas w domu? Szliśmy normalnie do sklepu. Teraz część osób trzy razy zastanowi się czy na pewno tego potrzebuje w tym momencie czy może poczekać do następnych, większych zakupów. Wiecie jaki jest najbardziej denerwujący typ klienta w obecnych czasach? Taki, który po kilka razy dziennie przychodzi po ten sam towar. W moim miejscu pracy jest to akurat alkohol i papierosy.

 Od jakiegoś czasu widać poluzowania. Ludzie coraz więcej zaczynają wychodzić, jeździć do rodziny, na weekendy czasem nawet na drugi koniec Polski. Część osób potraktowało znoszenie ograniczeń jako znak, że wirus znika, że liczba zachorowań maleje. Niewielka część osób myśli racjonalnie. Wystarczy popatrzeć  ile ludzi nosi maseczki, ile zakłada rękawiczki w sklepach, ile dezynfekuje dłonie czy rękawiczki, które miało założone wcześniej, przed wejściem do sklepu (to też jest ważne!). Po dwunastu godzinach pracy, niejednokrotnie tracimy głos, ponieważ każdemu klientowi trzeba zwracać uwagę: to na rękawiczki, to na dezynfekcję, to na maseczkę (chociaż wystarczy, że klient powie, że nie może nosić i to wystarczy). Do tego trzeba polecić zapiekanki, kanapki, hot-dogi, kawę. I trzeba to zrobić, nawet jak klient nie słucha lub nie jest zainteresowany. Niestety, ale już kilku lekarzy zwróciło mi uwagę, że niestety, ale taka praca nie jest najlepsza dla mojego zdrowia, co odczuwam bezpośrednio w pracy.

 Nie raz na swoim studygramie żaliłam się na swoją pracę, zmęczenie, klientów i wiele innych aspektów. Niestety, w sytuacji, gdzie moje być albo nie być w pracy wisi na włosku, zaczynam ją doceniać. Ale tylko jako źródło zarobku. Nie jest to praca, w której doświadczenie przyda mi się później ani nie jest ona związana z moim kierunkiem studiów. Niestety, ale jak pisałam we wstępie, teraz firmy, które są gigantami, zwalniają swoich pracowników. Trudno jest znaleźć satysfakcjonującą pracę, a pracodawcy mają świadomość, że mogą przebierać w ofertach, bo dużo osób szuka nowej pracy. Nie wiem, czy kiedyś Wam tutaj wspominałam, ale moja obecna praca, była pracą złapaną w ostatnim momencie przed rozpoczęciem studiów. Do końca lipca szukałam pracy tylko na weekendy, ponieważ byłam przekonana, że pójdę na studia dzienne. Niestety, w ostatnim tygodniu lipca moje życie się zmieniło i od tego momentu szukałam pracy na pełen etat. Na początku byłam wymyślna, unikałam stacji benzynowych, szukałam raczej w sklepach z ubraniami, biurowej. Niestety nadszedł sierpień, zero telefonów, rozmowa o pracę zakończyła się fiaskiem i skończyło się wymyślanie. Końcem sierpnia, miesiąc przed rozpoczęciem studiów, dostałam telefon od mojej szefowej, że pilnie potrzebuje kogoś do pracy.

 Narzekanie to domena ludzi, mówi się, że najbardziej Polaków. Sytuacja, w której obecnie jesteśmy potęguje u niektórych poczucie gniewu i niesprawiedliwości. Po jednej stronie barykady są osoby, które żyją tak jak wcześniej - spotykają się ze znajomymi, nie stosują się do obostrzeń, wyśmiewają, gdy zwróci się im uwagę, żeby dotykając towaru mieli na sobie rękawiczki. Po drugiej stronie są osoby, które boją się wystawić nos poza mieszkanie, ograniczając kontakty z najbliższym. A pewnie znajdą się i tacy, którzy mają cechy każdej z tych grup. Pewnie osoby, które pracują w handlu, miejscach gdzie mają kontakt z ludźmi lub mają kontakt z osobami tam pracującymi wiedzą o czym mówię.
 Patrząc na inne blogi, bardziej fotograficzne, nie raz czytam,  że dopiero w czasie kwarantanny ktoś odkrył jakieś fajne miejsca. Ja  na co dzień nie myślę o tym, żeby pójść nad rzekę, do lasu, a teraz już planuję jak wykorzystam takie wyjście i jakie zdjęcia zrobię.
 Zaczęliśmy doceniać to, że kiedyś tak po prostu wsiadaliśmy do samochodu i jechaliśmy do rodziny, restauracji, na spacer za miasto. Czasami w ostatnim momencie odwoływaliśmy spotkania, przekładając je na inny termin. Dla niejednych jest to czas refleksji, czas, w którym starają się coś zmienić, naprawić.

MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

sobota, 16 maja 2020

TEST MASECZKI DO LAMINACJI WŁOSÓW MARION

Hej hej!
Zabieg laminacji włosów stał się ostatnio popularny na Youtube. W większości przypadków (jak nie zawsze) vlogerki używały do tego zabiegu galaretki spożywczej. Ja do swojej laminacji użyłam produktu firmy Marion, który zakupiłam w drogerii Natura. W regularnej cenie kosztuje on 3,29zł, a z kartą klubowicza dostaniecie go o złotówkę taniej. Link do produktu zostawiam Wam tutaj, jednak w chwili pisania postu, produkt nie był dostępny na stronie. 



OPIS PRODUKTU 

Laminowanie to zabieg, dzięki któremu w szybki i łatwy sposób można uzyskać efekt doskonale prostych i wyjątkowo gładkich włosów. Do włosów niesfornych, puszących się. Składniki aktywne dodatkowo je kondycjonują i odżywiają. Płynna keratyna, wnikając w głąb włosów, przyczynia się do ich odbudowy , zapewnia im zdrowy wygląd, gładkość i naturalny połysk. Proteiny pszenicy pielęgnują strukturę włosów, wygładzając ją i wzmacniając. Kompleks składników nawilżających gwarantuje natychmiastowe, optymalne i długotrwałe nawilżenie włosów. 

Moje włosy należą do włosów puszących się, suchych, w szczególności zauważalne jest to na końcach. Staram się używać kosmetyków nawilżających, wróciłam nawet do stosowania odżywek. Aktualnie najlepiej sprawdzają mi się produkty firmy Biovax, o której wspominałam Wam już tutaj.  Jednak pamiętajmy, że nawet najlepsza odżywka nie zastąpi obcięcia zniszczonych końcówek.


JAK WYGLĄDA LAMINACJA?


Najpierw myjemy włosy, tak jak zawsze. Następnie, po spłukaniu szamponu, wcieramy produkt we włosy od nasady aż po końce. Nakładamy czepek i przez około 15-20 minut trzymamy go na głowie (ja dodatkowo miałam założony ręcznik). Gdy czas minie, spłukujemy produkt i suszymy włosy, wyciągając włosy na szczotce.



Po zabiegu moje włosy stały się prostsze, nawilżone, gładsze i bardziej miękkie niż były wcześniej, pomimo używania wielu nawilżających produktów. Zestaw z Mariona zawiera dwie saszetki z produktem, więc można użyć produktu ponownie, bez konieczności kupowania nowego produktu. 

MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

piątek, 24 kwietnia 2020

ORGANIZACJA MOJEJ SZAFY I UPDATE

Hej hej!
Dzisiaj przychodzę do Was z aktualizacją posta sprzed półtora roku. Pokazywałam w nim moją organizację szafy, więc jeśli chcecie sobie porównać z dzisiejszym postem- zapraszam Was tutaj. Na końcu znajdziecie ważne info na temat bloga. 
Co się zmieniło od ostatniego posta z organizacją? 
- rozmieszczenie
- bluzki zamiast na półce, są na wieszakach
- każda sukienka i bluza są na osobnych wieszakach, przez co nie mam problemu, że czegoś nie założę, bo nie chce mi się ściągać kilku rzeczy z wieszaka (tak miałam przy sukienkach), do tego do wszystkich rzeczy mam łatwy dostęp
- pozbyłam się gier planszowych, przez co mam więcej miejsca





W pudle z pieskiem mam szale i czapki zimowe, w torbie stroje kąpielowe, a w fioletowym pudle na dolnej półce - rzeczy dekoracyjne. 



 

Za piżamami mam koszyk z rajstopami, a na górnej półce za spódnicami - mam drugi rząd spódnic :D

 A teraz pora na ważne !INFO!.
Rozpoczęłam współpracę ze stroną dresshead.com (ich baner z odnośnikiem do strony możecie zauważyć na pasku bocznym między zakładką hello i followers). Z tego co zrozumiałam jest to współpraca na rok. Jest to moja pierwsza płatna współpraca i szczerze mówiąc chciałam wynegocjować płatność co miesiąc, jednak firma dalej upierała się na stawkach co pół roku. Nie są to jakieś kolosalne pieniądze, jednak już to jest jakiś krok w stronę płatnych współprac. Mówię Wam o tym, ponieważ zawsze, gdy jakiś post powstawał w wyniku współpracy, informowałam Was o tym, dlatego i w tej sytuacji chciałam być z wami uczciwa. 

MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

NIE MA TEGO ZŁEGO CO BY NA DOBRE NIE WYSZŁO

Hej hej!
Dzisiejszy post jest inspirowany moją historią i pewnie historią wielu innych osób. Będzie o tym jakie możliwości daje nam porażka. Post jest trochę skierowany do tegorocznych maturzystów, którzy nie dość, że zostali sami z edukacją (tak jak mój rocznik w zeszłym roku ze względu na strajk nauczycieli), to jeszcze nie wiedzą czy i na kiedy zostaną przełożone matury. Spróbuję na zapas pocieszyć osoby, którym być może, tak jak mnie, matura nie wyjdzie i będzie jeden przedmiot, z którego wynik zaważy, że osoba nie dostanie się na wymarzoną uczelnię i kierunek. 

Ale od początku. Pomimo tego, że strajk zaczął się początkiem kwietnia, już w lutym/marcu były luzy, bo nauczyciele bardziej skupiali się na gadaniu o strajku i rozważaniach na temat całej tej sytuacji. Do tego nauczycielka z biologii najpierw nie chciała odpuścić osobom niezdającym rozszerzenia (inni odpuścili), a potem jej nie było. Na szczęście dla osób, które zdawały maturę z biologii, wybierały one kierunki, które nie mają kilku chętnych na jedno miejsce, więc spokojnie się dostali. Niestety ja wybrałam sobie kierunek, gdzie jest średnio  trzech chętnych na jedno miejsce i liczba ta rośnie z roku na rok. Do matury z historii przygotowywałam się głównie sama. Wypracować robiliśmy bardzo mało, nie zdążyliśmy ich przećwiczyć, świata po drugiej wojnie też za bardzo nie dotknęliśmy, a to on królował na naszej maturze. 

Gdy zobaczyłam wynik z matury, najpierw wystraszyłam się, że nie zdałam, a potem zauważyłam, że to tylko rozszerzenie. Papiery składałam na zarządzanie, gospodarkę przestrzenną, analitykę gospodarczą i dziennikarstwo. Wszystkie te kierunki były w Katowicach. Dostałam się tylko na dziennikarstwo, czyli awaryjny kierunek. Więcej o tej sytuacji możecie przeczytać tutaj, a ja chcę się skupić na późniejszym okresie. 

To, że poszłam na studia zaoczne i to jeszcze na tą uczelnię traktowałam jak porażkę. Nie studiowałam na prestiżowej uczelni, ani w wymarzonym mieście. Dalej mieszkam z rodzicami. Ale studiowałam to, co chciałam. Pojawiła się również nowa specjalizacja, której nigdzie wcześniej nie znalazłam. Uczelnia okazała się być porażką, dlatego ją zmieniłam w 2 semestrze. Poszłam do pracy, zdobywam doświadczenie zawodowe, zrobiłam kurs zawodowy i planuję kolejne, nie tylko zawodowe, ale również językowe. 

Każdy musi przejść etap jakieś porażki. Ważne, by z tego wyciągać wnioski i szukać plusów. Nie dostałeś się na studia dzienne? Możesz iść do pracy i na studia zaoczne. Plusy? Zdobywanie doświadczenia i własne pieniądze. Tegoroczni maturzyści (i nie tylko) ja wiem, że jeśli matura nie pójdzie Wam tak jak chcecie, to będzie płacz, a właściwie to rozpacz. Też przez to przechodziłam. Ale może znajdziecie dzięki temu inne możliwości? Może okaże się, że inny kierunek studiów to jest to? Koleżanka opowiadała mi o swojej chrześniaczce, która nie zdała matury, zrobiła gap year i na nim odnalazła swoją pasję. Później poszła na studia, które okazały się strzałem w dziesiątkę, poznała swojego obecnego męża, ma rodzinę i super pracę. 

Do wniosku, że jednak coś nam wyszło na dobre, trzeba dojść z czasem. Niektórzy dojdą do niego po pierwszym semestrze zupełnie innych studiów niż te, o których marzyli, a niektórzy dopiero wiele lat po studiach. 
MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

wtorek, 24 marca 2020

JAK ZMIENIĆ UCZELNIĘ W TRAKCIE ROKU?

Hej hej!
W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić Wam sytuację, która mnie trochę przerażała. Mianowicie - zmiana uczelni w trakcie roku akademickiego. Ja o zmianie swojej uczelni zaczęłam myśleć w zasadzie od momentu jak zaczęłam tam studiować. Bardzo wysokie czesne, długie dojazdy i wykładowcy, którzy nie zawsze prowadzili zajęcia tak jak należy, skutecznie mnie zniechęcali. Sesja była takim momentem, w którym coraz częściej zaczęłam myśleć o przenosinach. Sytuacja z mikroekonomią powodowała u mnie (i nie tylko u mnie) frustrację i smutek. Kolejne podejście, a w końcu - wyproszenie nas przez wykładowcę pomimo tego, że byliśmy z nim umówieni, spowodowały, że następnego dnia po tej sytuacji udałam się do nowej szkoły z zapytaniem czy jest możliwość przeniesienia. Sprawę chciałam załatwić jak najszybciej, by nie musieć płacić pełnej kwoty za nowy semestr. W tym samym dniu na wirtualnym dziekanacie pojawiła się informacja, że jednak mikroekonomię mamy zaliczoną, a z wiadomości od wykładowcy dowiedzieliśmy się, że mamy opracować podane przez niego zagadnienia (wystarczyło postraszyć dziekanatem).  
No dobrze. Powody dlaczego zrezygnowałam z uczelni już znacie, a teraz do konkretów. Jak się za to zabrać? Pewnie osoby, które jeszcze nigdy nie zmieniały szkoły, będą przerażone, tak jak ja, ale potwierdzam - to nic trudnego, tylko trzeba się nachodzić/najeździć. Całą sytuację opisywałam na bieżąco na moim studygramie, więc jeśli chcecie wiedzieć co się u mnie dzieje, zapraszam na mój profil :) Wiem, że parę osób nie rozumie dlaczego moje życie potoczyło się tak, jak się potoczyło, więc zastanawiam się nad postem, który by to wszystko wytłumaczył i do którego bym odsyłała. Jeśli chcielibyście taki przeczytać, dajcie znać. 


1. Zdobycie wykazu ocen, złożenie go razem z wnioskiem na wybranej uczelni 


Żeby móc złożyć wniosek o przeniesienie ze starej uczelni, musicie mieć zgodę, że zostaniecie przyjęci na nową uczelnię. Żeby uzyskać taką zgodę, w dziekanacie nowej uczelni musicie złożyć 3 rzeczy: wniosek o przyjęcie, oceny z pieczątka szkoły oraz zaświadczenie ze starej uczelni, że uczęszczacie na 2 semestr (co jest równoznaczne z tym, że zdaliście semestr 1). Ja oceny miałam wysłane pocztą (ze względu na zamknięcie uczelni).


2. Złożenie wniosku o przeniesienie 

Jeśli już uzyskacie zgodę z nowej uczelni, na starej składacie wniosek o przeniesienie. Zależnie od uczelni, to albo Wy dostarczacie dokumenty rekrutacyjne, albo nowa uczelnia musi wystąpić o przesłanie dokumentów ze starej uczelni na drodze administracyjnej. Ja ze względu na pandemię swoje dokumenty wysyłałam sama (ale nie odbierałam ich ze starej uczelni, ponieważ nie mogłam), a stara uczelnia albo je miała zniszczyć albo wysłać drogą administracyjną później. 


3. Wysłanie zaświadczenia z nowej uczelni o przyjęciu na starą uczelnię

Nie wiem czy każda uczelnia wystawia takie zaświadczenie, jednak ja wraz z dokumentami rekrutacyjnymi dostałam takie na maila. (Pamiętajcie, że ja zmieniałam uczelnię w trakcie pandemii, więc wszystkie formalności (oprócz punktu 1, ponieważ te dokumenty zaniosłam tydzień przed tym jak pozamykano szkoły i uczelnie) załatwiałam drogą meilową i poprzez pocztę tradycyjną. 


4. Wypełnienie dokumentów rekrutacyjnych

Są to takie same dokumenty, które wypełnia się na każdej uczelni, nie ważne czy przy normalnej rekrutacji ( a właściwie już po, ponieważ na pierwszej uczelni umowę podpisywaliśmy w październiku)  czy przy przeniesieniu. Tymi dokumentami są: podanie wraz z kwestionariuszem osobowym, umowa, ślubowanie, zgoda na przetwarzanie danych osobowych i przetwarzanie danych osobowych w związku z rekrutacją. 


5. Płatności 

Jak możecie przeczytać we wstępie, ja chciałam załatwić sprawę jak najszybciej. Termin wpłacania czesnego mijał 15 marca, więc został mi niecały tydzień na załatwienie sprawy i zapłacenie czesnego tylko za zjazdy, w których uczestniczyłam. Niestety, mój proces zmiany uczelni przypadł na kwarantannę. Dlatego to wszystko się wydłużyło i musiałam zapłacić czesne na starej uczelni.


MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

sobota, 21 marca 2020

MASKI

Hej hej!
Zakładamy różne maski. Osoby szczęśliwej, miłej, u której wszystko jest w porządku. Osoby, która dobrze się uczy, jest szczęśliwa w związku, nie ma żadnych problemów. To co mówi innym, uważane jest za prawdę. Pewnie nikt nie pomyśli, że fakty są inne. Udajemy osobę szczęśliwą, która nie potrzebuje partnera, rodziny. Kto by się przyznał, że każda jej relacja z drugą osobą to porażka, że każdej nocy myśli jakby to było zasypiać obok kogoś, kogo się kocha. Jakby to było robić sobie ciążowe selfie w lustrze uśmiechnięta i wtulona do szczęśliwego przyszłego tatusia. Realne? Nie dla każdego. Jedni wpadną zaraz na początku związku, drudzy będą walczyć latami. A jeszcze inni nie będą mieli nikogo. I będą musieli sobie radzić w świecie, który z każdej strony będzie ich atakował pytaniami Kiedy dziecko? Kiedy sobie kogoś znajdziesz? Samą pracą nie da się żyć. 


Można ukrywać się za maskami osób szczęśliwych, nie potrzebujących dziecka, partnera. Osób nie potrzebujących wsparcia, miłości, kogoś bliskiego. Osób, którym szczęście pozornie przynosi tylko kariera. Po ściągnięciu maski, co nie jest łatwe, okazuje się, że ta osoba każdej nocy myśli o przytuleniu się do ukochanej osoby, wzięciu w ramiona swojego upragnionego dziecka. Ale lepiej założyć maskę osoby silnej, przeciwniczki małżeństw, osoby nie lubiącej dzieci. Z pozoru łatwiej jest powiedzieć nie chcę niż nie mogę. Ale co z pytaniami Dlaczego nie chcesz? Skąd taka opinia? 


Zakładanie maski ma swoje konsekwencje. Możemy budować swoje alter-ego, ale ile kłamstw wytrzyma nasza psychika? Jak długo będzie trwało oszukiwanie siebie i innych? Kiedy nadejdzie moment, gdy pękniemy? Będzie płacz, krzyk czy spokojna rozmowa? 



MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

sobota, 7 marca 2020

HABITS TRACKER & PLAN NAUKI

Hej hej!
Dzisiaj taki krótki przerywnik przed nadchodzącymi postami o studiach. Pod ostatnim postem z serii grafika, jedna z Was zaproponowała bym stworzyła Habits Tracker i grafikę związaną z marzeniami. Dlatego postanowiłam spełnić tą propozycję. Oczywiście z czasem pojawi się więcej pomysłów, jednak na razie mam trochę zamieszania i nie mam weny, by tworzyć coś więcej. Dlatego na razie mam dla Was dwie propozycje, a następne posty będą z serii studia





MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

środa, 26 lutego 2020

MOJA GRAFIKA JUŻ DO POBRANIA!

Hej hej!
Witam Was w nowym poście, gdzie macie możliwość pobrania moich pierwszych projektów. Przygotowałam kalendarz na rok 2020 (ze względu na to, że luty się kończy, zamieściłam tu okres od marca), z którego wcześniej korzystałam tylko ja; plakaty i projekty związane ze szkołą. Kartki możecie wydrukować w dowolnym formacie. Grafika będzie ładnie wyglądać zarówno w formacie A4 (w którym jest dostępny do pobrania), jak i w B5 i A5 (który możecie użyć w Bullet Journal). 








































Następne projekty postaram się robić bardziej minimalistyczne. Nie każdemu mogą podobać się kolory i obrazki. Oczywiście jestem chętna jeśli chodzi o różne sugestie. Możemy również pogadać o jakimś indywidualnym projekcie :) Jeśli skorzystacie z jakiegoś mojego projektu, będzie mi miło jak mnie oznaczycie. 

MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

wtorek, 18 lutego 2020

15.02.2015

Hej  hej!
Pewnie zastanawiacie się o co chodzi z datą w tytule. Przecież mamy 5 lat później. Ale ja chciałabym się cofnąć o te pięć lat, do dnia 15 lutego 2015 roku, kiedy to założyłam tego bloga. Ciekawa jestem kto jest ze mną od tych pięciu lat. 


W przeciągu tych 5 lat eksperymentowałam z postami, wyglądem szablonów i zdjęciami. Były wzloty i upadki, lepsze i gorsze zdjęcia i posty. Pisałam posty dla DDOB (które od tego czasu bardzo się zmieniło, według mnie na gorsze), miałam 2 współprace barterowe, jedną taką, gdzie tylko musiałam napisać post na temat strony. Ale każda propozycja bardzo mnie cieszyła. Zaczęłam bardziej profesjonalnie podchodzić do bloga  i social mediów. W międzyczasie kilka razy podchodziłam do prowadzenia kanału na Youtube, aż w końcu znalazłam złoty środek - filmy udostępniam Wam tutaj. Chciałabym dalej rozwijać bloga, a przede wszystkim - być tutaj częściej. Co z tego wyjdzie? Nie wiem. Na razie ciężko mi łączyć studia z pracą i domem, a co dopiero znaleźć pomysły na mądre, lifestylowe posty. Chyba, że chcecie czytać o studiach, przedmiotach i bullet journalu. 


MAM NADZIEJĘ, ŻE POST WAM SIĘ PODOBAŁ.
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA MNIE TUTAJ:

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia